Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
24 posty 165 komentarzy

Hania_Elektorat

Hanna Kowalczyk - Jestem jeszcze na Neonie ze względu na posty pana B. Jeznacha, którego bardzo cenię.

Inna szkoła.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Poszukiwania myślącego nauczyciela, nie moje :)

 

Anna Sokolnicka

INNA SZKOŁA?

 

O tym, że współczesna szkoła nie jest doskonała, nikogo nie trzeba przekonywać. Nie zamierzam też „wieszać psów” na funkcjonującym w Polsce systemie oświaty, robiono to już nie raz, krytykując kolejne nieudane reformy.

Jednak narastająca frustracja nie mającego wyboru młodego pokolenia oraz niema bezsilność wielu rodziców i nauczycieli każe zadać mi pytania: Czy rzeczywiście obecny system oświaty jest niereformowalny? Czy rzeczywiście nic nie da się zrobić, by szkoła spełniała te funkcje, do jakich została powołana: by rozbudzała chęć do zdobywania wiedzy, by umożliwiała opanowanie niezbędnych umiejętności, by przygotowywała do życia, wypuszczała w świat odważnych, nie tuzinkowych młodych ludzi? To są pragnienia całej rzeszy rodziców i nauczycieli, to są pełne zaufania, nie do końca uświadamiane oczekiwania dzieci.

Mnie marzyłby się taki system edukacji, w którym byłoby miejsce i na kształcenie indywidualne i zbiorowe, powszechne i elitarne (choć to bardzo niepopularne słowo), system, w którym każde dziecko miałoby możliwość znalezienia się w środowisku, które faktycznie, a nie tylko w założeniach, byłoby dla niego przyjazne, bo wspierające jego rozwój.

Ktoś powie utopia…

A gdyby rodzice doszli do słusznego, moim zdaniem, wniosku, że ich dziecko uczęszczając do współczesnej szkoły traci czas i gdyby gotowi byli podjąć wysiłek, poświęcić czas, może także zmienić priorytety w domowym budżecie, i gdyby wraz z dzieckiem, mieli możność swobodnego decydowania o tym, jaką formę przyjmie proces jego kształcenia, co by się wtedy stało?

Szukaliby innych sposobów wprowadzania w świat dorosłych swoich pociech…

Myślę, że wielu z nich, zwłaszcza tych, którzy sami poczuli kiedyś pasję, przyjemność i satysfakcję płynącą ze zdobywania wiedzy, poznali i docenili wagę samodzielności w tym procesie, zrobiłoby wszystko, co możliwe, by ich dzieci doznały podobnych odczuć, doświadczyły podobnych przeżyć.

W poszukiwaniach opieraliby się na swoich doświadczeniach, na intuicji wspieranej przez uczucie miłości do dziecka, na pragnieniu zapewnienia dziecku jak najlepszego startu w życie…

Te poszukiwania skłoniłyby się prawdopodobnie w stronę nauczania indywidualnego, stwarzającego pełne warunki do swobodnego, nieskrępowanego rozwoju lecz kosztownego i mającego jedną nie zaprzeczalną wadę: brak kontaktu z rówieśnikami, brak konfrontacji z typowymi sytuacjami społecznymi.

I nawiązywaliby współpracę, między sobą, z ludźmi o kreślonych umiejętnościach (nie koniecznie potwierdzonych oficjalnymi dokumentami), z myślącymi podobnie nauczycielami, członkami rodziny, znajomymi, tworząc zespoły stwarzające warunki prawie idealne dla rozwoju kilkuosobowej grupki dzieci. Powstawałyby takie mini szkoły, bez instytucji, służące człowiekowi i funkcjonujące do momentu, w którym potrzeba dalszego kształcenia w danym zespole przestanie istnieć. Ich poziom, zakres przekazywanej wiedzy zależałby od możliwości i umiejętności osób współpracujących w danym zespole, ich dobrej woli, chęci współdziałania. Dzieci będące w takim zespole nie musiałyby być dokładnie w tym samym wieku, myślę raczej o przedziałach wiekowych oraz o możliwości swobodnego doboru treści programowych w zależności od potrzeb.

Czy chodzi tu o totalną rewolucję w systemie oświaty?

Nie, nie myślę o zamykaniu istniejących szkół, tworzeniu jakiegoś obligatoryjnego, nowego systemu, który nie ma szans sprawdzić się w praktyce ze względu na opór przeciw zmianom. Jest to raczej głos za tym, by dać możliwość i wolną drogę tym, którzy dość mają patrzenia na bezsensowność szkolnych poczynań swoich pociech, czują się odpowiedzialni i chcą być odpowiedzialni za kształt edukacji własnego dziecka. Chodzi o to, by otworzyć furtkę takiej możliwości, by móc ją wykorzystać i by stało się to czymś naturalnym, że ona istnieje.

Jak pogodzić funkcjonujący obecnie system z prezentowaną tutaj wizją, skonfrontować ideę z rzeczywistością? Jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by mogła się realizować wizja tworzenia takich szkół?

Po pierwsze istnieje kwestia zewnętrznej weryfikacji postępów ucznia w zdobywaniu wiedzy, umiejętności itp.

Pewnego rodzaju rozwiązaniem mogłaby tu być możliwość eksternistycznego zdobywania kolejnych poziomów wiedzy, począwszy już od nauczania początkowego, poprzez szkołę podstawową, gimnazjum, szkołę średnią. To najmniej inwazyjna opcja.

A może jednak możliwość indywidualnego podchodzenia do egzaminu państwowego, podobnego do obecnych testów klas szóstych i gimnazjalnych, po każdym trzyletnim etapie kształcenia?

To sprawa do dyskusji i pierwsze pomysły, które przychodzą do głowy…

Innym drażliwym punktem jest niewątpliwie sprawa finansowania tego rodzaju przedsięwzięcia. Z budżetu państwa? Dlaczego nie, przecież nauka jest bezpłatna, a państwo przeznacza na każdego ucznia niebagatelne kwoty?

Już słyszę głosy sceptyków wołających, że nieodpowiedzialni rodzice zamiast kształcić dzieci przepiją przeznaczone na ten cel fundusze. Ja też jestem zdania, że nie wszyscy rodzice są w stanie ponieść trud takiego współuczestniczenia w zdobywaniu wiedzy przez dzieci, nie wszyscy pojmą tę ideę, nie wszyscy będą przekonani o jej słuszności. Moje pytanie jednak brzmi: czy to jest powód, by nie stworzyć takiej możliwości tym, którzy rozumieją, widzą taką konieczność i chcą ponieść trud działania?

Zachęcam do refleksji i dyskusji na ten temat, bo może nie jest to tylko wyssane z palca, bo może nie są to tylko mrzonki…

 

 

PYTANIA

1. Czy chciałbyś mieć wraz z dzieckiem możliwość swobodnego wyboru sposobu jego kształcenia oraz decydować o wyborze nauczycieli i treści programowych?

2.Czy uważasz za słuszne, oddanie środków przeznaczanych przez państwo na realizowanie obowiązku szkolnego do dyspozycji rodziców?

3.Czy byłbyś gotowy ponieść trud i wysiłek związany z kształceniem dziecka przy wsparciu finansowym ze strony państwa?

KOMENTARZE

  • Odpowiedź Hani
    W tej chwili zdolni uczniowie mają możliwość nauczania indywidualnego, są szkoły społeczne i prywatne, gdzie uczą się niewielkie grupy dzieci i program jest zmodyfikowany.
    Nauka związana jest z wysiłkiem, wymaga oderwania od gier, facebooka. szkola zmusza do podjęcia choćby minimalnego wysiłku. Jednak najpoważniejszym kontrargumentem jest dla mnie ewentualne wyjęcie ze środowiska grupy mądrych, odpowiedzialnych dzieci. Dzięki nim te "słabsze", z zaniedbanych środowisk zyskują, a mające bardzo dobre warunki domowe uczą się wielu umiejętności społecznych.
    Pewną wskazówką może być system szwajcarski opisany w pierwszym numerze "Wręcz przeciwnie". Nasze ministerstwo tak się zachwyca badaniami PISA, tymczasem w Finlandii, gdzie dzieci osiągają najlepsze wyniki stopa bezrobocia wynosi 28%. W Szwajcarii 8% (dla osób 15 - 24 lata). Tam nie ma centralnego ministerstwa, tylko kształceniem zajmują się kantony - 26 konkurujących systemów edukacyjnych. Każdy 16 letni Szwajcar może wybrać praktykę w jednym z 260 zawodów. 70% wybiera taką drogę, u nas szkoły zawodowe to w większości porażka.
    Natomiast zmieniłabym obowiązkowe wymagania dotyczące uczniów zdolnych, z pasją. W tym przypadku powinna być możliwość indywidualnego dobierania wszystkich przedmiotów, łącznie z rezygnacją z części z nich ustalana wspólnie z rodzicem.
  • @Hanna Kowalczyk
    Kurrrrrtyzany Wasze to-tamto!
    NIe, uczeń zdolny nie ma szans na tok indywidulany. Z prawa to się przynależy tylko inwalidom. Przynajmniej tak jest u nas. Nie dyskutuję z zasadnością indyw. toku dla inwalidy. NIe życzę sobie jednak wpierania mi czegoś, co (przynajmniej u nas) NIE ma odzwierciedlenia w faktach.
    A wstępne "kurtyzany" odnoszą się do czegoś innego:
    "A gdyby rodzice doszli do słusznego, moim zdaniem, wniosku, że ich dziecko uczęszczając do współczesnej szkoły traci czas"
    Nie "gdyby doszli", tylko "doszli".

    "i gdyby gotowi byli podjąć wysiłek, poświęcić czas"
    NIe "gdyby byli gotowi ", tylko "są gotowi" i usiłują się ratować jak tylko się da.

    "może także zmienić priorytety w domowym budżecie, i gdyby wraz z dzieckiem, mieli możność swobodnego decydowania o tym, jaką formę przyjmie proces jego kształcenia, co by się wtedy stało?"
    Nic by się, kuchenka, nie stało. Zwiększyłaby się liczba ludzi wykształconych i myślących. No, dlasze skutki (społeczne, polityczne) już by nie były takie niewinne. I wg mnie tu jest właśnie piesek pogrzebany.

    "Szukaliby innych sposobów wprowadzania w świat dorosłych swoich pociech…" Cały czas to robią. Radząc sobie z patologiczną, otwartą aktywną i brutalną wrogością nauczycieli.

    Można by tak długo. Ale szkoda czasu.
  • @Hanna Kowalczyk
    Haniu, ja piszę tutaj o potrzebie stworzenia drogi dla kształcenia indywidualnego bez stawiania jakichkolwiek wymagań dla ucznia, jego zdolności czy niepełnosprawności. Oczywiście w sytuacji, kiedy rodzice są gotowi na taką ewentualność. Nie sądzę, by to dotyczyło tylko i wyłącznie dzieci zdolnych. Dzieci mniej zdolne też często w szkole tracą czas z różnych powodów.
  • @bez kropki
    Nie "gdyby doszli", tylko "doszli"
    zbyt mala ilość, by skutecznie coś zmienić

    "Zwiększyłaby się liczba ludzi wykształconych i myślących. No, dalsze skutki (społeczne, polityczne) już by nie były takie niewinne"
    dokładnie tak :)

    "Cały czas to robią. Radząc sobie z patologiczną, otwartą aktywną i brutalną wrogością nauczycieli."
    Trzeba więc wyjść ze stereotypów i zmienić sposoby tej walki...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY

więcej